plastpol
Wiadomości

Francja: za 20 lat bez opakowań z tworzyw

Koniec z plastikowymi zabawkami w fast foodach. W perspektywie kaucja za butelki plastikowe. Za 20 lat bez opakowań z tworzyw. Po burzliwej debacie francuskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło ustawę wprowadzającą gospodarkę cyrkularną.

Jeśli chodzi o tworzywa, największy opór budził pomysł, by zastaw dotyczył  butelek nie tylko szklanych, ale też plastikowych. Protestowały merostwa i wyspecjalizowane przedsiębiorstwa, które skupują plastikowe odpady. Gdyby Francuzi przestali wyrzucać plastikowe butelki i zaczęli je odnosić do sklepów, by odbierać zastaw, nie mieliby czego kupować. I poszliby z torbami.

 

Tymczasem autorzy ustawy chcieli, by we Francji w 2025 r. recyklingowi poddawano 100 proc. wytworzonego plastiku. Bez wprowadzenia kaucji to niemożliwe. To bardziej ambitny cel niż zalecenia UE. Instytucje europejskie oczekują od krajów członkowskich, że do 2025 r. uda im się zbierać 77 proc. plastikowych butelek, a do 2029 r. – 90 proc.

Ostatecznie stanęło na tym, że do 2023 r. wszystko zostaje bez zmian. Później, w zależności od rezultatów recyklingu przeprowadzi się „uzgodnienia”, które ewentualnie doprowadzą do wprowadzenia zastawu na plastikowe butelki.

 

Bez plastiku w fast foodach

Po 1 stycznia 2023 r. nie będzie wolno używać przedmiotów plastikowych jednorazowego użytku w fast foodach. Chodzi nie tylko o kubki, sztućce, słomki czy talerzyki, ale także o zabawki dołączane do dań dla dzieci. Już od 1 stycznia 2021 r. będzie obowiązywać zakaz darmowego rozprowadzania napojów w plastikowych butelkach w placówkach publicznych. Od 2040 r. będzie obowiązywać powszechny zakaz używania wszelkich opakowań plastikowych jednorazowego użytku. Organizacje ekologiczne narzekają, że to zbyt odległy termin. Rząd i przemysł są jednak sceptyczni. - Byłoby kłamstwem twierdzić, iż wychodzenie z plastiku jednorazowego użytku zabierze mniej niż 20 lat – mówiła Brune Poirson, sekretarz stanu w ministerstwie środowiska, która pilotowała zmiany w parlamencie.

 

Ustawa przewiduje też, że ten, kto zanieczyszcza środowisko, płaci za usuwanie szkód. Dotyczy to budownictwa (227 mln ton odpadów budowlanych rocznie), przemysłu tytoniowego (głównie udział w opłacaniu usuwania niedopałków, zwłaszcza z plaż) oraz producentów zabawek, sprzętu sportowego i wypoczynkowego, a także sprzętu służącego do majsterkowania i prac ogrodowych.

 

Komentarz Redakcji: wielokrotnie podkreślaliśmy na spotkaniach publicznych, iż unijna dyrektywa SUP to dopiero początek kłopotów europejskiego przemysłu polimerowego. Niezablokowana, przeistoczyła się w kamień, który pociągnie za sobą lawinę różnego rodzaju obostrzeń, ograniczeń i zakazów, którymi w biznes polimerowy bić będą politycy poszczególnych państw UE. To staje się modne, nośne społecznie i zaczyna przynosić polityczne profity. Do znudzenia przypominamy przedsiębiorcom z naszej branży, iż politycy w systemach demokratycznych idą za głosem ulicy nie zaś gospodarczych elit. A ulica, czyli szerokie rzesze wyborców, są dziś bezsprzecznie antyplastikowe. Niestety, biznes polimerowy nie wykreował żadnej organizacji, która mogłaby realnie wpłynąć na nastroje społeczne. Niestety, większość przedsiębiorców zupełnie nie rozumie, iż niemrawe nasiadówki we własnym gronie, jakieś drobne stanowiska eksperckie nie mają zupełnie znaczenia, w sytuacji, kiedy szeroka opinia publiczna i klasa polityczna są zgodne w antyplastikowym froncie negacji, kiedy w życiu społecznym rozpala się żagiew ekorewolucji, której tworzywa sztuczne będą pierwszą ofiarą. Nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Dziś sytuacja przemysłu polimerowego przypomina przetasowania na szczytach władzy imperium carskiego, kiedy za oknami szalała bolszewicka rewolucja, która wkrótce zmiotła wszystkich i wszystko. Francuscy producenci opakowań z tworzyw wiedzą, że zostało im 20 lat.