KGL_new
Wiadomości

Wojna z fiskusem: bez zwrotu VAT

O tym, że czasem fiskus podejmuje kuriozalne decyzje, część przedsiębiorców zdążyła się już przekonać. Do tego grona dołączyli młodzi przedsiębiorcy prowadzący spółkę z.o.o., którzy mieli zająć się przetwarzaniem odpadów oraz tworzyw sztucznych i odzyskiwaniem z nich surowców wtórnych. Fiskus zdecydował, że nie zwróci im nadpłaconego podatku VAT. Powód? Udziałowcy byli młodzi, inwestycja duża, a urząd skarbowy nie wierzył w jej sukces.

Brak zwrotu VAT dla firmy. Fiskus chce nagle oceniać ryzyko gospodarcze inwestycji

Dwóch udziałowców spółki udzieliło spółce pożyczki w wysokości 3 mln zł na stworzenie linii technologicznej. W deklaracji VAT-7 złożonej za grudzień 2017 r. spółka wykazała nadwyżkę podatku od towarów usług naliczonego nad należnym. Źródłem tej nadwyżki były wydatki na środki trwałe konieczne do stworzenia wcześniej wspomnianej linii technologicznej. Spółka zawnioskowała o zwrot nadwyżki zapłaconego VAT.

Naczelnik urzędu skarbowego – w odpowiedzi – wszczął w kwietniu 2018 r. kontrolę w spółce. Uznał ostatecznie, że zasadność zwrotu nadwyżki powinna zostać ustalona w ramach postępowania podatkowego. Przedłużył też tym samym termin zwrotu VAT do 29 marca 2019 r. Co nie spodobało się zatem fiskusowi?

Po pierwsze – powiązania osobowe między spółką a jej głównym dostawcą. I o ile te wątpliwości organu nie wydają się zbyt kontrowersyjne, o tyle dalsze zarzuty – już tak. Urzędnicy doszli na przykład do wniosku, że brak zwrotu VAT dla firmy jest zasadny ze względu na… brak wiary w sukces całej inwestycji. Zdaniem urzędników przedsięwzięcie było nierealne. Po pierwsze – ze względu na to, że spółka dysponowała 3 mln zł, a na stworzenie linii potrzeba było 15-20 mln zł. Po drugie – wspomniane 3 mln zł pochodziły od udziałowców, którzy mieli mniej niż 30 lat i w dodatku nie posiadali „doświadczenia w życiu gospodarczym”. Fiskus zwrócił też uwagę m.in. na fakt, że spółka nie rozpoczęła rekrutacji pracowników (mimo że docelowo miała zatrudniać 25 osób) oraz nie zawarła żadnych niezbędnych porozumień handlowych. Słowem – fiskus nie wierzył, by przedsięwzięcie faktycznie doszło do skutku.

WSA w Łodzi jednak przypomniał fiskusowi, czym powinien się zajmować

Spółka wniosła skargę do WSA w Łodzi. Sąd przychylił się do niej. Po pierwsze – procedura wstrzymania zwrotu nie została uruchomiona ze względu na podejrzenie spółki o udział w VAT-owskiej karuzeli czy o podejrzenie udziału w oszustwie. Po drugie – sąd jednoznacznie stwierdził, że organ podatkowy nie jest podmiotem, który jest przygotowany do oceny powodzenia przedsięwzięcia biznesowego. Sąd wytknął zresztą, że urzędnicy wcale nie zbadali, na czym polega budowa takiej linii technologicznej – ani w jakich etapach się odbywa. Zdaniem sądu nic do rzeczy nie miała również ogólna wartość inwestycji, skoro spółka wytłumaczyła, że do samego uruchomienia linii wystarczy znacznie mniej środków. Dodatkowo sąd przypomniał też, że przecież w toku kontroli podatkowej powołano biegłego, a ten ocenił, że przedsięwzięcie jest innowacyjne i pionierskie na rynku.

Ostatecznie wyrokiem z 10 czerwca 2020 r. WSA w Łodzi uchylił postanowienie dyrektora izby skarbowej oraz wcześniejsze postanowienie naczelnika US, przedłużające termin zwrotu nadpłaconego VAT. Sama sprawa była jednak kuriozalna i pokazuje, że fiskus czasem próbuje dokonywać czynności, które nie leżą w jego kompetencji (co zaznaczył sam sąd).