chem
Wiadomości

Wpływ wojny na europejską petrochemię

Wojna na Bliskim Wschodzie wpływa na europejską petrochemię i rynki tworzyw sztucznych przede wszystkim poprzez wzrost cen surowców bazowych, zagrożenia dla kluczowych szlaków żeglugowych (Cieśnina Ormuz i Morze Czerwone) oraz bezpośrednie ryzyka w portach eksportowych polimerów z Zatoki Perskiej. Nie doszło jeszcze do całkowitego zamknięcia szlaków, ale panuje duża niepewność i premia ryzyka, co podbija koszty i wywołuje wahania cen.

Ceny ropy naftowej poszły zdecydowanie w górę, co przełożyło się na wzrost ceny nafty, kluczowego surowca bazowego w Europie. - Stary Kontynent opiera produkcję etylenu i propylenu głównie na krakingu nafty - informuje Waldemar Sobański, analityk rynku tworzyw. - Wyższe koszty krakingu przekładają się bezpośrednio na droższe monomery i polimery. 

- Obecnie globalny rynek energii wycenia prawdopodobieństwo kontynuacji wojny o kolejny tydzień na 10 USD / baryłka ropy. Czy oznacza to relatywny wzost cen polimerów? Niekoniecznie, przy tak słabym popycie w Europie jak obecny, można prognozować, iż początkowo producenci będą mieli problem z przerzuceniem kosztów na klientów. W efekcie producenci mogą odnotowywać niższe marże, co może przynieść kolejną fazę redukcji produkcji. Dopiero kombinacja dwóch czynników, czyli przedłużającego się konfliktu oraz redukcji lokalnej produkcji petrochemicznej w Europie może przynieść wyrażny wzrost cen - ocenia Waldemar Sobański.

Najbardziej narażone na destabilizację są rynki PE i PP. Europa importuje znaczną część PE i PP z Zatoki i Azji.

Konflikt nie wywołał jeszcze pełnego kryzysu dostaw (szlaki są otwarte, choć z ryzykiem), ale wprowadził wysoką zmienność cen i dodatkowe elementy kosztów na i tak osłabioną europejską petrochemię. W najgorszym scenariuszu (blokada Ormuz i Kanału Sueskiego) grozi skok cen tworzyw o kilkanaście–kilkadziesiąt procent i lokalne braki. W praktyce, na początku konfliktu, widać głównie premię ryzyka – wyższe ceny nafty, frachtu i części polimerów oraz ostrożniejsze zawieranie kontraktów. Europejscy przetwórcy tworzyw (opakowania, automotive, budownictwo) już odczuwają presję kosztową i szukają alternatyw (USA, recykling, krótsze łańcuchy). Sytuacja jest dynamiczna – każdy nowy incydent w Ormuz lub na Morzu Czerwonym może wywołać gwałtowny wzrost.

Niestety, obawiam się, że obecna wojna na Bliskim Wschodzie jest kolejnym istotnym czynnikiem przyspieszającym przenoszenie zdolności produkcyjnych w petrochemii poza Europę i wzrost importu - podsumowuje Sobański. - Wojna po prostu pogłebi kryzys branży w Europie i stanie się dodatkowym impulsem przyspieszającym deindustrializację.

Dodaj ofertę pracy