Nie EU ze swoimi workami regulacji, nie presja suto sponsorowanych przez polityków eko aktywiszczy – tylko krwawy reżim szyickich ajatollahów wyrywa europejski recykling tworzyw sztucznych z długiego ponad 3 - letniego twardego kryzysu. Wojna na Bliskim Wschodzie jest jak kroplówka dla tracących już wszelką nadzieję recyklerów.
Jak wiadomo, emocje rządzą człowiekiem, a więc i naszym światem. Emocje są najlepszą pożywką dla spekulacji. Doskonale rozumieją to w Iranie, który w trakcie konfliktu wystrzelił znacznie więcej rakiet i dronów na terytoria swoich sąsiadów niż na Izrael i bazy USA. Ataki na arabskie kraje Zatoki Perskiej nie są wcale przejawem ślepej irańskiej furii. To przemyślana strategia, której celem jest zmuszenie Trumpa do zakończenia wojny poprzez eskalację kryzysu gospodarczego.
Każda wojna na Bliskim Wschodzie miała szerokie implikacje gospodarcze. Były szoki paliwowe, nadchodzi być może szok petrochemiczny. Tydzień po rozpoczęciu wojny dynamicznie wzrosły ceny ropy, ale równie dynamicznie skoczyła cena polietylenu. W roku 2025 UE zaimportowała ponad 3,1 mln ton PE z krajów regionu Zatoki Perskiej, co pokryło 40% konsumpcji. Rwą się także łańcuchy dostaw polipropylenu. Ceny poliolefin w ciągu kilku dni zostały gwałtownie zrewidowane w górę, o kilkaset EUR na tonie.
Iran udowodnił już, że nie jest chłopcem do bicia, ale nie jest też Dawidem zdolnym pokonać amerykańsko-izraelskiego Goliata. Z jednym krytycznym wyjątkiem: cieśnina Ormuz jest w dalszym ciągu niedrożna. Dopóki tak jest, ceny ropy i petrochemikaliów będą rosły, bez względu na rzeczywisty obraz wojny. Zakłócanie logistyki, handlu i turystyki w regionie nic w dłuższej perspektywie Iranowi nie da, napełni tylko sakiewki rynkowym spekulantom. A rynek petrochemiczny ma w spekulacji duże doświadczenie. Jeżeli wojna na Bliskim Wschodzie potrwa z obecną intensywnością dłużej niż 2 tygodnie, instalacje w Europie zaczną ogłaszać wiosenne przerwy konserwacyjne (naturalnie, wcześniej zaplanowane), pojawi się szereg problemów produkcyjnych, dostępność surowców w szybkim tempie zacznie się zacieśniać, wreszcie pojawią się komunikaty force majeure. - W czasach niepewności rynek przestaje myśleć wyłącznie o cenie, a kluczowym czynnikiem staje się dostępność. Jest to dynamika obserwowana już w poprzednich kryzysach: strach przed niedoborami prowadzi do gorączki zamówień, która w efekcie dodatkowo napędza wzrost cen, jeszcze zanim zmaterializuje się rzeczywisty niedobór. Tak dzieje się i teraz - ocenia Waldemar Sobański, analityk rynku tworzyw i recyklingu.
Widzimy już pewne oznaki tego zjawiska: niektórzy producenci folii poliolefinowych odnotowują wzrost zamówień przychodzących o 50% a nawet 100% z tygodnia na tydzień. Jest to forma zabezpieczenia przed ryzykiem: firmy z zobowiązaniami dotyczącymi dostaw – zwłaszcza do stałych klientów – zazwyczaj podejmują środki ostrożności, aby uniknąć braku zabezpieczenia. - Na ostatniej konferencji Because Packaging and Our Planet Matter kilku producentów folii potwierdziło taki właśnie scenariusz zdarzeń - relacjonuje Waldemar Sobański.
W rezultacie, słońce może wzejść ponownie nad sektorem recyklingu. Po trzech latach twardego kryzysu recyklerzy są absolutnie wyposzczeni pod względem zysków. Wojna daje im nadzieję na choćby krótki antrakt od kryzysowej beznadziei. Popyt na plastik pochodzący z recyklingu jest skorelowany z różnicą cen w stosunku do plastiku pierwotnego. Kiedy ten ostatni spada zbyt mocno – jak miało to miejsce w ostatnich latach – branża recyklingu cierpi, ponieważ kosztów nie da się utrzymać poniżej pewnych progów; jednak wraz ze wzrostem cen, plastik pochodzący z recyklingu staje się bardziej konkurencyjny, a popyt może się odrodzić.
- Dziś recyklerzy w Europie trzymają kciuki za coś co można nazwać absorpcją Iranu na uderzenia USA i Izraela. Innymi słowy, im wojna trwa dłużej, tym większe szanse na duże wzrosty poliolefin i ponowne wejście recyklerów do rynkowego obiegu na dużą skalę - reasumuje Sobański. Wykorzystanie plastiku pochodzącego z recyklingu jest już powszechne, wiele firm może szybko dostosowywać proporcje w mieszance plastiku pierwotnego i pochodzącego z recyklingu, nawet z tygodnia na tydzień, bez zbytnich zmian technologicznych lub ingerencji w park maszynowy. Dotyczy to zwłaszcza różnych produktów z sektorów opakowaniowego i budowlanego, a także wielu zastosowań rolniczych.
Innymi słowy: jeśli różnica cen znów stanie się korzystna, wykorzystanie materiałów pochodzących z recyklingu może szybko wzrosnąć, zwłaszcza tam, gdzie ich wykorzystanie zostało ograniczone jedynie ze względu na balans ceny lub brak komfortu produkcji. Stłamszeni europejscy recyklerzy zyskają chwilową ulgę - w sam raz żeby wejść w wiosnę w lepszych nastrojach. Podobnie, jak dystrybutorzy koncernów petrochemicznych zlokalizowanych w USA. - To właśnie polietyleny i polipropyleny made in USA mają dużą szansę zastąpić dostawy i logistykę z Azji i Bliskiego Wschodu, które mogą stać się bardziej skomplikowane. A tym samym droższe. Amerykanie dysponują bardziej stabilnymi mocami produkcyjnymi i kanałami eksportowymi - na napiętym rynku popyt poszukuje dostaw postrzeganych jako bezpieczniejsze - podsumowuje Sobański.


