Europejscy producenci polietylenu (PE) i polipropylenu (PP) mierzą się z coraz bardziej chaotycznym rynkiem od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Ceny spot i kontraktów rosną przez ponad trzy tygodnie od wybuchu działań wojennych. Nagły szok związany ze wzrostem cen ropy naftowej, nafty, gazu i energii okazał się trudny do zniesienia dla ogólnie powolnego tempa zawierania umów w Europie.
Europejscy producenci polimerów stoją przed dylematem, jak dostosować się do sytuacji, w której koszty gwałtownie rosną i mają niespotykany wzrost. Umowy oparte na ruchu cenowym monomeru, nie są w stanie pokryć gwałtownie rosnących kosztów monomeru w marcu, szczególnie biorąc pod uwagę, że podaż etylenu i propylenu jest ogólnie ograniczona, a dostępność spotowa jest niewielka.
- Warto sobie uświadomić, że przez cieśninę Ormuz przepływa 20% światowej ropy naftowej, ale także pomiędzy 40% a 50% nafty, podstawowego surowca w petrochemii. Bez nafty nie ma krakingu, a bez krakingu nie ma monomerów do produkcji polimerów - wyjaśnia Waldemar Sobański, analityk rynku tworzyw.
Europę zalewa fala deklaracji force majeure lub klauzuli "trudnej sytuacji". Wzrost cen monomerów i ich przełożenie na polimery jest po prostu zbyt szybki, aby mógł zostać zaabsorbowany przez przetwórców, którzy w tak dynamicznym tempie nie mogą uzyskać przełożenia kosztów na wyższe ceny swoich produktów. Nie zmienia to trudnej sytuacji producentów polimerów, którzy poprzez wyzwolenie klauzul nadzwyczajnych starają się ustalać na nowo ceny nawet w przypadku umów wynegocjowanych swobodnie i już zakończonych.
- Obecnie producenci żądają podwyżek w wysokości 400–600 a nawet 800 EUR/tona, w zależności od produktu. Przy czym dostępność monomerów na rynku jest minimalna, co wkrótce może przełożyć się na zacieśnienie dostępności tworzyw - informuje Sobański.
Ciągle zmieniająca się sytuacja wymaga dużej dozy elastyczności z obu stron, jednak zarówno kupujący, jak i niektórzy producenci obawiają się pójścia „za daleko”. Istnieje obawa, że nagły wzrost cen może doprowadzić zarówno do załamania popytu, jak i do potężnego krachu, gdy tylko sytuacja podaży się unormuje.
- Kluczowym czynnikiem w tych rozważaniach jest fakt, że sytuacja w Cieśninie Ormuz znacząco wpływa na zasoby surowców, ale mimo to popyt konsumpcyjny ze strony przetwórców nie odnotował znaczącej reakcji – ocenia Sobański.
Wszystkie strony próbują odnaleźć się w nieoczekiwanej i szybko zmieniającej się sytuacji. W związku z tym, prawdopodobnie do końca miesiąca, a potencjalnie nawet do końca kwietnia, będzie panował chaos.
- Można powiedzieć, że na razie przetwórcy są skupieni na dostarczeniu surowców do swoich instalacji produkcyjnych. Dyskusja na temat ich zdolności do pracy z surowcem o setki euro droższym niż w lutym, jest jeszcze przed nami – opiniuje Sobański..
Gwałtowny wzrost cen dóbr konsumpcyjnych może doprowadzić do załamania popytu, ale kluczowym czynnikiem jest to, jak długo będzie trwał konflikt – a to jest niezwykle trudne do przewidzenia na obecnym etapie.


